Oddech
Kiedy wszystko inne wydaje się niepewne, oddech jest stały i niezawodny
– Copilot
Reklamowe szyldy Aldi, Rossmanna i Pepco przyjemnie rozjaśniały ciemność okolicy. Ludzie, jak mróweczki, spacerowali tam i z powrotem idąc lub odbierając swoje zamówienia z paczkomatu. Już dawno zapomniałem, jak wyglądało to miejsce wcześniej. Wprowadziłem się tutaj, gdy linia autobusowa jeszcze nie istniała, a zamiast nowego centrum handlowego był tu tylko hotel i hangary. Wczesnymi wieczorami lub weekendami jest to ulubione miejsce mieszkańców osiedla. Ja, Łukasz, pojawiam się tam podobnie jak inni, gdy zabraknie mi czegoś w lodówce. Myślałem, że będzie to po prostu kolejne wyjście z domu, jednak nie tym razem. Obecność innych ludzi, matek z dziećmi, par, uprawiających jogging na chodnikach, sparaliżowała mnie. Gdybym nie przypomniał sobie o słowach Wiolety, żeby odnaleźć oddech, przepadłbym bez powrotnie. Dzięki niemu (oddechowi) mogłem „coś wziąć (wdech)” i „coś dać (wydech)”. A jeszcze przed chwilą myślałem że już nic nigdy nie wezmę i nie dam. Uwagi, zainteresowania, sympatii, czułości, miłości. Minąłem nowy blok z muralem, na którym widać było kobietę, „w której był cały Wrocław”, wraz z zakładami naprawczymi, które zastąpiły bloki i biurowce. Na parkingu stała Magda. Próbowała wejść do samochodu, ale ewidentnie miała z tym problemy. – Hej Magda, pomóc ci? – Hej Łukasz! Wiesz co, nie wiem co jest nie tak…Musiałam zabrać z domu złe kluczyki. Potrzymasz moją torbę i zaczekasz na mnie? Skoczę szybko do domu. Magda jest mną sprzed ośmiu lat. Kiedy przyjechałem do Wrocławia z Berlina nie wiedząc, co będzie dalej. Szczerze mówiąc brakuje mi teraz tej brawury w sobie. Poznaliśmy się na pubquizzie w niedalekim lokalu z piwami. To kolejna osoba z osiedla, z którą widziałem się praktycznie dwa razy i ani razu więcej. Chciałem jej pomóc w odnalezieniu się we Wrocławiu, ale podziękowała mi. I po raz kolejny coś dałem, ale dostałem tylko podziękowanie. Boję się ogromnie, że takich osób jak Magda będzie co raz więcej w moim życiu. Chcę tego nie chcieć, ale to nie takie łatwe. Osób, które może nie ignorują mnie, ale po prostu dziękują. Dlatego kiedy przypomniałem sobie o tej sytuacji, zostawiłem te dwie torby, które chciała spakować do samochodu i poszedłem do domu, nie czekając aż Magda wróci. Kiedy ona szukała właściwych kluczyków w przedpokoju, ja ścieliłem łóżko i szczotkowałem zęby. Kiedy ona wracała na parking, ja brałem prysznic z żelem lawendowym. Mój ulubiony. Nie, nie zamykam się, nie odcinam. Nie robię „self care”. Po prostu wiem, że inwestując czas i energię w coś, gdzie tylko „daję”, a nic nie „dostaję”, zabijam się. Moje wewnętrzne dziecko dziękuje mi teraz i pełne wyrozumienia całuje do snu. I zapadam w niego, nie zapominając o najważniejszym.
Featured Photo by Daniele Levis Pelusi on Unsplash